Strona 3 z 4
: śr, 26 maja 2004, 12:59
autor: Romekd
Witam
Tomku ja jedynie poddałem w wątpliwość słuszność użycia określenia „wyżarzenie” podanego przez Kolegę Mietka w stosunku do temperatury 100 stopni Celsjusza, w której to temperaturze uznany autorytet lampowy proponuje wygrzewać stare lampy, aby „nabrały” próżni. Nie neguje podanej tu metody gdyż wydaje mi się ciekawa i uzasadniona (oczywiście o ile okażę się skuteczna).
Książkę Hennela posiadam i znam doskonale jej zawartość, więc i mechanizmy rządzące funkcjonowaniem rozmaitych katody w różnych temperaturach nie są mi obce. Ciekaw jestem Twojej opinii na temat proponowanej przez sp5hbt metody. Myślę, że jako kolekcjoner i miłośnik lamp na pewno spotkałeś się z tą metodą i będziesz mógł podzielić się posiadaną w tej materii wiedzą.
Pozdrawiam serdecznie
Romek
: śr, 26 maja 2004, 17:26
autor: tszczesn
Romekd pisze: Ciekaw jestem Twojej opinii na temat proponowanej przez sp5hbt metody. Myślę, że jako kolekcjoner i miłośnik lamp na pewno spotkałeś się z tą metodą i będziesz mógł podzielić się posiadaną w tej materii wiedzą.
Specjalnie jej nie stosowałem - te trochę lamp zagazowanych które mi się trafiły było zagazowane w stopniu uniemożliwiającym już odczynienie czegokolwiek, a pozostałe, leciutko świecące - po jakimś czasie pracy same się odgazowały - zapewne wystarczyło podgrzanie gettery wynikające z normalnej pracy.
Re: Świecenie lampek
: śr, 26 maja 2004, 18:37
autor: Jasiu
Czołem.
sp5hbt pisze:
Na szkle świecą ciężkie jony gazów i efekt świecenia powinien sie zmiejszać w lampach z "dobrą" próżnią i sprawnym getterem.
A co to za ciężkie jony gazów? Brzmi bardzo podejrzanie... Niby jakie ciężkie jony miały by się tam znaleźć i skąd?
Warto zwrócić uwagę, że technika próżniowa w ostatnim półwieczu zrobiła spory postęp, dyfuzyjne pompy olejowe zostały wyparte przez zeolitowe i turbomolekularne. O całe niebo lepsza próżnia to właściwie jedyny postęp w konstrukcji klasycznych lamp elektronowych w tym czasie.
Pozdrawiam,
Jasiu
Re: Świecenie lampek
: śr, 26 maja 2004, 21:18
autor: jdubowski
Jasiu pisze:A co to za ciężkie jony gazów? Brzmi bardzo podejrzanie... Niby jakie ciężkie jony miały by się tam znaleźć i skąd?
Ciężkie zapewne w sensie porównania masy z elektronami.
BTW - kiedyś w kineskopach cz.-b. stosowano pułapki jonowe - zwykle była to kombinacja magnesu naszyjkowego ze skośnym ustawieniem działa.
Re: Świecenie lampek
: śr, 26 maja 2004, 22:36
autor: tszczesn
jdubowski pisze:BTW - kiedyś w kineskopach cz.-b. stosowano pułapki jonowe - zwykle była to kombinacja magnesu naszyjkowego ze skośnym ustawieniem działa.
Wisła to miała. Ale z późniejszych to już chyba żaden - technika produkcji kineskopów naprzód poszła.
: śr, 26 maja 2004, 23:52
autor: Romekd
W „Szmaragdzie” moich rodziców również była taka pułapka w postaci magnesu umocowanego na szyjce bańki i właśnie skośnie ustawionej wyrzutni elektronowej.
Jej działanie polegało na wykorzystaniu różnicy w masie elektronów i dużo cięższych od nich jonów oraz odmiennym ich zachowaniu się w polu magnetycznym. Musiała być chyba skuteczna, bo kineskop, bez widocznego spadku emisji, przepracował kilkanaście lat.
W nowszych technologicznie lampach już jej nie stosowano, co w moim odczuciu wpłynęło jednak niekorzystnie na trwałość tych kineskopów.
: śr, 26 maja 2004, 23:59
autor: tszczesn
Romekd pisze:W „Szmaragdzie” moich rodziców również była taka pułapka w postaci magnesu umocowanego na szyjce bańki i właśnie skośnie ustawionej wyrzutni elektronowej.
Jej działanie polegało na wykorzystaniu różnicy w masie elektronów i dużo cięższych od nich jonów oraz odmiennym ich zachowaniu się w polu magnetycznym. Musiała być chyba skuteczna, bo kineskop, bez widocznego spadku emisji, przepracował kilkanaście lat.
W nowszych technologicznie lampach już jej nie stosowano, co w moim odczuciu wpłynęło jednak niekorzystnie na trwałość tych kineskopów.
Akurat szmaragda jakoś w środku nie oglądałem. Co do jonów, elektronów i zachowania w polu. Zachowują się one taks amo, ale, że jony cięższe są to i bezwładność mają większą, więc ich ten amgnes nie nakieruje we właściwy kierunke i walą w szkło.
I jeszcze odnośnie trwałości. Pułapka jonow służyła likwidacji tzw. 'plamy jonowej' - silniejszego wypalenia na środku ekranu pochodzącego właśnie od jonów które prawie nie były odchylane przez cewki i w całości waliły w środek ekranu. Jak w tych telewizorach nie było takiego ciemniejszego obszru naśrodku pomimo braku pułapki to zoancza, że była ona niepotrzebna. No i pamiętaj jeszcze, że w czasach Szmaragda telewizro pracował mniej godzinn na dobę niż w czasach Jowisza.
: czw, 27 maja 2004, 00:54
autor: Romekd
Miałem na myśli lampy czarno białe, które w późniejszych już tranzystorowych odbiornikach B/W padały jak muchy. Pewnie największy na to wpływ mogło mieć jednak to, że w odbiornikach tych natychmiast po włączeniu pojawiało się napięcie anodowe zmuszając katody do emisji zanim jeszcze uzyskały właściwą temperaturę.
Postęp technologiczny niestety nie zawsze przyczyniał się do polepszania trwałości kineskopów, o czym może świadczyć beznadziejna seria lamp kineskopowych (z cienką szyjką) stosowana w odbiornikach telewizji kolorowej przez jednego z czołowych europejskich producentów na początku lat 90-tych. Praktycznie nie wytrzymywały one nawet dwóch lat. Przy nich nasze „POLKOLORY” wydawały się niezniszczalne.
Obecnie lampy tego samego producenta stosowane w najbardziej nowoczesnych odbiornikach (np. „cyfrowe” 100Hz) o przekątnej ekranu 29” wytrzymują przeważnie do trzech lat pomimo postępu jaki się dokonał w technice próżniowej, o którym wspominał Jasiu.
Pzdr. Romek
: czw, 27 maja 2004, 07:13
autor: tszczesn
Romekd pisze:Miałem na myśli lampy czarno białe, które w późniejszych już tranzystorowych odbiornikach B/W padały jak muchy. Pewnie największy na to wpływ mogło mieć jednak to, że w odbiornikach tych natychmiast po włączeniu pojawiało się napięcie anodowe zmuszając katody do emisji zanim jeszcze uzyskały właściwą temperaturę.
Albo nie do końca poprawna wartość napięcia żarzenia - żarzenie kineskopu było brane z trafa WN i nie było w żaden sposób stabilizowane.
Romekd pisze:
Obecnie lampy tego samego producenta stosowane w najbardziej nowoczesnych odbiornikach (np. „cyfrowe” 100Hz) o przekątnej ekranu 29” wytrzymują przeważnie do trzech lat pomimo postępu jaki się dokonał w technice próżniowej, o którym wspominał Jasiu.
Bo dziś postęp techniczny w sprzęcie popularnym idzie nie w kierunku zwiększenia trwałości czy jakości, a w kierunku zmneijszenia kosztów. Podobnie zresztą jak i tzw. vyfrowa telewizja - te wszystkie kompresje wydatnie pogarszają jakość sygnału w stsunku do zwykłego analogowego, ale pozwalają na zwiększenie ilości kanałów i dodanie 'bajerów'.
: czw, 27 maja 2004, 11:02
autor: sp5hbt
A wracając do tematu lamp poddaję sie samokrytyce wspomaganej przez kolegów.
-Wygrzewanie a nie wyżarzanie.
-ciężkie jony vs elektrony.
-nie 1/2 godziny ale nawet 24 godziny.
-lampa (i to nie tylko dużej mocy) potrzebuje ok 5 min na rozgrzanie i
-stabilizacje warunków pracy.
A np firma S... w swoim profesjonalnym mikrofonie lampowym stosuje
ogniwa Peltiera do chłodzenia lampy i przetwornika pojemnościowego co
podobno znacznie zmniejsza szumy i wielokrotnie wydłuża czas życia lampy nie martwiąc się przy tym o stan gettera.
(może też taki mikrofon schładza rozpalonych wykonawców

: pt, 28 maja 2004, 15:25
autor: _idu
Tak ale ogniwo Peltiera ma jedna wade. Oddaje mniej wiecej dwuktronie wiecej ciepla iz odbiera.
Tak wiec musi parzyć w rękę.....
A gdy jest całokwocie wewnątrz to w sumie to tylko kolejny gadżet ...
Chłodznei lampy małej mocy - tlyko po co. Rozumiem ew. troskę o inne elemnty i ich wytrzymałość na tempreturę.
: ndz, 30 maja 2004, 21:13
autor: tszczesn
STUDI pisze:Tak ale ogniwo Peltiera ma jedna wade. Oddaje mniej wiecej dwuktronie wiecej ciepla iz odbiera.
Tak wiec musi parzyć w rękę.....
A gdy jest całokwocie wewnątrz to w sumie to tylko kolejny gadżet ...
Nie zawsze gadżet. Owszem samo też się grzeje, ale pracuje jako pompa cieplna - czyli 'przenosi' ciepło z jednej strony na drugą. Pozwala to zwiększyć efektywność chłodzenia - jak wiadomo ilość ciepła (czyli moc tracona) którą można odprowadzić od elementu tak aby go nie przegrzac zależy od różnicy temperatur wnętrza elementu i jego obudowy. Najwet najlepszy radiator nie schłodzi obudowy poniżej temperatury otoczenia, a Peltier tak. Czyli pomimo dodanie swojej mocy pozwoli uzyskać większą moc z elementu (o ile nie pojawią się inne czynniki limitujące).
: ndz, 30 maja 2004, 22:07
autor: Romekd
A nie wiecie koledzy, po co lampę od wewnątrz podgrzewać (żarzenie) a z zewnątrz studzić? Jaki ma to sens? Rozumiem studzić elementy półprzewodnikowe dla obniżenia szumów, ale lampę elektronową. Może to jednak tylko chwyt reklamowy..
: ndz, 30 maja 2004, 23:23
autor: tszczesn
Romekd pisze:A nie wiecie koledzy, po co lampę od wewnątrz podgrzewać (żarzenie) a z zewnątrz studzić? Jaki ma to sens? Rozumiem studzić elementy półprzewodnikowe dla obniżenia szumów, ale lampę elektronową. Może to jednak tylko chwyt reklamowy..
Lampę elektronową trzeba podgrzewać od środka, aby element emitujący elektrony (katoda) osiągnął odpowiednią temperaturę pracy - emisja elektronów zachodzi na drodze termicznej. Lampę trzeba odpowiednio chłodzić, aby temperatura żadnego elementu (w szczególności katody) nie przekroczyła wartości dopuszczalnej. (Przecież gdyby lampa w ogole nie oddawała ciepła to rozgrzewała by się do nieskończonej temperatury). Dla lamp małej mocy i niewielkich końcowych (EL34 itp). wystarczy chłodzenie naturalne, dla lamp większej mocy chłodzenie musi być wymuszone - powietrzne, wodne itp. Bez tego lampa by się natychmiast stopiła.
: pn, 31 maja 2004, 00:32
autor: Romekd
Witam
tszczesn pisze:
Lampę trzeba odpowiednio chłodzić, aby temperatura żadnego elementu (w szczególności katody) nie przekroczyła wartości dopuszczalnej. (Przecież gdyby lampa w ogole nie oddawała ciepła to rozgrzewała by się do nieskończonej temperatury).
Tomku chyba nie miałeś na myśli lampy pracującej w tym mikrofonie z ogniwem Poltiera, o którym pisał Kol. Mietek a do której ja się odniosłem w swojej wypowiedzi:) Schładzanie tak małej lepki ze względu na jej ewentualne przegrzanie się nie miałoby sensu. Myślę, że wpływ schładzania bańki na szumy mikrofonu również byłby niezauważalny.
Jeżeli więc w tym mikrofonie faktycznie jest ogniwo Poltiera to może producentom chodziło raczej o stabilizację temperatury elementów mikrofonu dla zapewnienia stałości jego parametrów w szerokim zakresie temperatur otoczenia. W takim przypadku ogniwo Poltiera mogłoby być jednym z elementów termostatu obniżającego i zarazem stabilizującego temperaturę ważnych podzespołów mikrofonu.
Pozdrawiam
Romek